wtorek, 27 września 2016









Dziś prezentujemy komodę do łazienki i renowacje fotela 366 projektu Józefa Chierowskiego.
Szafka w całości została wykonana z drewna dębowego. 
Na zdjęciach jest szafka bez blatu, ponieważ docelowo miał ją zdobić blat z czarnego kamienia.

Fotel dostaliśmy od mojej przyjaciółki. Julitka macham ci teraz łapką i po raz kolejny dziękuję :*
Fotel nie miał jednego podłokietnika, został przez nas dorobiony z drewna jesionowego, bo akurat takie było na stanie i najbliższe pod względem usłojenia i tonacji z oryginalnym podłokietnikiem.
Fotel dostał nową tapicerkę pasującą do naszej obory.
Jest bardzo wygodny i sprawdza się u nas w 100%
Zapraszam do obejrzenia zdjęć.







  

 A tu trochę zdjęć z etapów pracy nad fotelem.





Miłego dnia :)

poniedziałek, 26 września 2016





Po bardzo długiej absencji witamy się ponownie :)
Nawet na chwilkę nie przerwaliśmy realizacji naszych pasji ale w międzyczasie dużo się wydarzyło.
Jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia a nasza rodzina powiększyła się o bardzo malutką i kochaną istotkę o imieniu Zuzanna.




Na razie zaprezentujemy "zaszłości" ale o ile pewna wymagająca młoda dama pozwoli pojawią się i nowości.
Jest to jedna z realizacji po sąsiedzku :) Pamiętam z jaką frajdą robiliśmy meble do chatki ogrodnika naszych sąsiadów. Łazienka była sporym wyzwaniem, bo i gabaryt maluśki i szafka pod zlew z recyclingu. Muszla maskująca zlew była obrzydliwie plastikowa. Została przemalowana tak by pasowała kolorem i charakterem do mosiężnych kinkietów. Jola nawet przemalowała kabinę prysznicową i klapę od sedesu tak by pasowały do koncepcji.





Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do odwiedzin naszego bloga. Już wkrótce kolejny post. Będzie też niedługo niespodzianka ale o tym szaaa ;)

środa, 10 września 2014




O dzieciach i ceramice dziś będzie :)
Jak tylko na Mazurach robi się ciepło, zaczynają do sąsiadów zjeżdżać goście. Często z wręcz niepoliczalną liczbą dzieci :) Bardzo nas to cieszy, bo wtedy i nasza Matylda ma z kim się bawić. Wymyślamy dla nich z sąsiadką różne zajęcia. Był kurs florystyczny, a także ceramiczny. 
Dzieciaki wraz z kilkoma tubylcami ;) przeżywają w trakcie takich wakacji fajne przygody, o których najczęściej my, rodzice dowiadujemy się przypadkiem ;)
Nie przyjmujemy ze zgrozą opowieści o włóczeniu się samotnym po opustoszałych budynkach siedliska, czy okolicznych drogach. Mamy wciąż żywo w pamięci własne wybryki i są to najczęściej cudowne wspomnienia. 
Wtedy jako dzieci, troszkę się baliśmy, troszkę mieliśmy poczucia winy ze względu na niesubordynację wobec woli rodziców, ale też przeżywaliśmy pierwsze zauroczenia, wzloty i upadki. Uczyliśmy się nie panikować z powodu odcisku na stopie, czy innych drobnych przypadłości. 
Taki wiek, kiedy to chcieliśmy już łazić własnymi ścieżkami, ale tylko dlatego, że wiedzieliśmy, że rodzice czuwają nad nami :)
Wracając do tematu. Zrobiłyśmy z sąsiadką dla dzieci zajęcia z ceramiki. Przy okazji zaś następnej wizyty ceramika, już wypalona, została pokryta szkliwem i ponownie wypalona. Niektórzy nawet bali się, że tak wysokie temperatury jej zaszkodzą a przecież mnóstwo pracy włożyli we własne dzieła.
Nic takiego na szczęście się nie stało. Tylko operator pieca trochę zawiódł, bo nie pamiętał czy szkliwo jest nisko czy wysoko topliwe i puścił wypał na zbyt niską temperaturę :)
Na szczęście dzieciom to nie przeszkadzało i jeszcze cieplutkie wytwory własnych rąk zostały porwane do domów, by mogły stanąć na pólkach "ku pamięci".
Myślę, że ciekawsze dla dzieci byłyby zajęcia z ceramiki w technice raku i obcowanie z żywym ogniem więc z sąsiadem sobie obiecaliśmy, że my zbudujemy piec, a sąsiad dopracuje koło garncarskie, by miało regulację obrotów. I wtedy to już na poważnie zacznie się przygoda z ceramiką :)


 






Dzieciaki lubią również ganiać, a właściwie uciekać przed naszymi ciekawskimi gąskami :)


 





Sąsiadka nam opowiadała, że na jednym z ostatnich ognisk dzieci stwierdziły, że przez ponad tydzień nie sięgnęły po tablety, czy komputery. Były zaskoczone faktem, że da się bez nich całkiem fajnie żyć. Nie uzurpujemy sobie prawa do twierdzenia, że to dzięki nam, ale wszyscy czujemy się super, gdy "nasze" dzieciaki tak świetnie się bawią. 



wtorek, 26 sierpnia 2014



Mebelki do domku ogrodnika, jak go nazywa nasza sąsiadka, zostały precyzyjnie wymierzone i wykonane, by zabierały jak najmniej malutkiej przestrzeni domku i spełniały funkcję przechowywania butów i innych Jolandowych drobiazgów. Zestaw komódka i szafka na buty okala ceglany podest schodów prowadzących do sypialni na poddaszu. Naszej miłej sąsiadce zależało również na tym by miała gdzie ukryć odkurzacz i by na blacie komódki mogła układać swoje kompozycje z kwiatów czy przetworów. 
Dodatkowo spożytkowaliśmy skrzyneczki, które sąsiadka zakupiła i poszukiwała dla nich miejsca, teraz pełnią rolę szuflad :) Mam nadzieję, że zmobilizuję tym wpisem Jolę, by się odezwała na swoim blogu, bo pewnie wielu z was czeka na wieści z jej siedliska :)




Szafka na buty pełni również rolę wygodnej ławki, na której przysiadając można wygodnie się rozdziać z wierzchniego odzienia. Tym razem, z racji przewidzianego intensywnego użytkowania, zamiast patynowania całości brązowym woskiem, pobrudziliśmy nieco akrylowy lakier do parkietu. Nie chcieliśmy by "brudek" szybko się wytarł od częstego użytkowania. Nakładanie takiego lakieru nie jest proste, bo łatwo o brzydkie smugi, ale na szczęście udało się bezbłędnie :)




Szyldziki powstały z mojego ulubionego zbrojenia sparciałego pasa transmisyjnego. Kaligrafował mój zdolny mąż. Ja to muszę postawić milion kresek zanim się zdecyduję na tą właściwą, a on, architekt pisze, kaligrafuje, rysuje tak jakby miał jakiś rzutnik w oczach, czym oczywiście doprowadza mnie do kłucia zazdrości :) Na szczęście działamy wspólnie i dopełniamy się idealnie :)
Uciekamy do pracy, serdecznie machając łapkami :)





wtorek, 5 sierpnia 2014



Wciąż kilka sesji z mebelkami spod naszych rąk czeka na obrobienie i zaprezentowanie Wam.
Całkiem sporo tego i folder "do obrobienia" rośnie. Rosną też jak szalone ogórki i fasolka, dojrzewają pomidory, cukinie nabrzmiewają do niebotycznych rozmiarów, więc jest mnóstwo niemebelkowych zadań, które nie chcą czekać :) Z resztą każdy kto ma warzywnik i ogród, świetnie nas rozumie :)
Dziś prezentujemy szafkę łazienkową, którą stworzyliśmy dla naszych sąsiadów i którą możecie już w docelowym miejscu z kamiennym blatem obejrzeć tu klik.
  Bardzo mi zależało, by złote elementy nie straszyły blichtrem ale były zbliżone do starych pozłacanych ram obrazów spatynowanych czasem i brudem. 
Cieszę się, że nam się udało taki efekt osiągnąć stosunkowo prostą metodą. Na pomalowane złotym akrylem elementy nanieśliśmy złotą farbę do metalu z efektem młotkowym i następnego dnia, gdy farba jeszcze się delikatnie kleiła, nanieśliśmy brązowy wosk. Proste i efektowne :)







Dawno temu popełniliśmy też takie oto lustro. Szyldzik zrobiony z kawałka blachy od pasa transmisyjnego, na którym to Miły Mąż ręcznie wykaligrafował literki.


 




piątek, 18 lipca 2014




O stole będzie ten post i zaszłościach z 1 sierpnia 2012 roku :)
Stół wykonaliśmy z nowego drewna sosnowego, które to mocno męczyliśmy by przypominało kolorytem stare dechy. Efekt jest naszym zdaniem bardzo zbliżony.





Mąż każdy element zdrowo potraktował drucianą szczotką, następnie ja wkroczyłam z farbami.
Najpierw całość pomalowałam kryjącą brudno-brązową farbą akrylową, na to nieco ciepłej szarości metodą bardzo niedokładnego, "nie do końca" suchego pędzla. Mąż patrzył na ten etap z lekkim stresem i ciekawością, bo już wie, że na początku to się nigdy dobrze nie zapowiada :)
No dobra, ja też nie byłam do końca pewna, czy mój plan przyniesie efekt, o jaki mi chodziło :)
Następny etap to szlifierka mimośrodowa i pozostawienie farby tylko w najgłębszych rysach po szczotce.
Później już z górki, czyli bejca "stare drewno" Liberona i gdzie niegdzie odrobina (smugi) Syntiloru w kolorze "grab". Później efekt został zabezpieczony matowym lakierem akrylowym do parkietu 3V3. Na samym końcu smugi wosku piaskowego i dębowego. Całość dodatkowo zawoskowana bezbarwnym Liberonem by uzyskać przyjemną w dotyku jedwabistą powierzchnię i zetrzeć nadmiar kolorowego wosku :)




Teraz o zaszłościach. Dawno temu obiecywaliśmy, że dowiecie się czegoś na ten temat.
Bardzo długo to trwało, ale dziś przy okazji sesji na szybciutko, już bez aranżowania, zrobiłam zdjęcia donicom z posta sprzed dwóch lat. Trzymają się świetnie, mróz im nie straszny i stoją sobie na dworze cały sezon kompletnie niezabezpieczane. Jesteśmy z nich bardzo zadowoleni. A sąsiadka, która pracowała z nami, chwali sobie je bardzo. Najpierw aktualne zdjęcie a później przepis.




Do ich wykonania potrzebne będą następujące materiały: forma (my robiliśmy ze sztywnego kartonu zabezpieczonego samoprzylepną folią), siatka podtynkowa do ociepleń, klej do styropianu. Najpierw formę wymazujemy od środka warstwą kleju do styropianu, następnie wklejamy siatkę, później znów klej i siatka i tak naprzemiennie do uzyskania ścianek o grubości około 2cm, przy czym należy pamiętać by siatki były minimum 3 warstwy i by łączenia siatki się nie pokrywały, np. w narożnikach. Czekamy dobę by klej stwardniał, po czym zdejmujemy formę, wiercimy otwory od spodu, żeby nadmiar wody miał którędy odpłynąć i gotowe :) Te duże donice ze zdjęć dodatkowo zaciągnęłam klejem i ozdobiłam fakturą uzyskaną za pomocą widelca. 
Pozdrawiamy serdecznie :)


poniedziałek, 7 kwietnia 2014








Dziś szybki pościk w innej szacie niż zazwyczaj z powodu awarii sprzętu komputerowego i jak zwykle braku czasu na ogarnięcie tego tematu :) Zapraszamy serdecznie do wczytania się w bardzo fajny magazyn Green Canoe w którym to zagościliśmy na 139-145 stronie.Na zachętę dorzucam zdjęcie naszej obory i nowej lampy, którą wykonaliśmy z dziurawych starych misek :)
Do następnego napisania.